Czas e-biznesu

Wszystkie najświeższe informacje o Polsce z Czasu e Biznesu.

Znalazłem zaskakujące pocieszenie w polskiej wsi, z której kiedyś uciekli moi przodkowie

Znalazłem zaskakujące pocieszenie w polskiej wsi, z której kiedyś uciekli moi przodkowie

Każdy, kto rozmawia ze mną na kilka dni przed moim wyjazdem do Polski, wie, że nie mogę się tego doczekać. Tak, od dawna było to na mojej liście życzeń, ale teraz jest listopad 2023 r., a ostatni miesiąc po prostu wyczerpał moją cierpliwość do historii o cierpieniach Żydów. Weekend zanurzenia się w najbardziej tragicznym i brutalnym okresie w naszej historii wydaje się najgorszym pomysłem na świecie.

Ale lot jest zarezerwowany. Moja babcia pojechała spotkać się ze mną po Europie, a możliwość zrobienia tego razem jest wyjątkowa. wiem to. W ten zimny sobotni poranek na stacji Warszawa Wschodnia, kiedy rozszyfrowaliśmy polskie znaki i wsiedliśmy do pociągu, o którym byłem całkowicie przekonany, że był to zły pociąg, próbowałem zostawić swoje rezerwacje za sobą.

Znam jedno słowo, które wita nas na drewnianym znaku, gdy przybywamy dwie godziny później: Sarnaki. Mała wioska, zaledwie kilka przecznic dalej, z domami otaczającymi centralny plac. Dom mojej rodziny od pokoleń, dopóki nie musieli uciekać po II wojnie światowej.

Raval czeka na nas na małej, opuszczonej platformie. Odpowiedź na pytanie, kim dokładnie jest Rafale, jest złożona. Ma czterdzieści lat. Mieszka w Warszawie. Jego rodzice i dziadkowie mieszkali w Sarnakach, w domu, z którego obecnie korzysta w weekendy. On jest Polakiem. On nie jest Żydem. Nikt nie wie dokładnie jak, ale kilka lat temu trafiłem na e-mail mojej babci. Skontaktował się z nim i wyjaśnił, że jednym z jego hobby jest zbieranie danych historycznych o wiosce i pomaganie w zachowaniu przeszłości Sarnaki poprzez edukację, restaurację i komunikację z rodzinami ocalałych. Znaczenie: my. Od tego czasu utrzymujemy sporadyczny kontakt, wymieniamy się historiami, zdjęciami i tłumaczeniami. Dziś on i jego dwunastoletni syn Yorek zaproponowali, że zabiorą nas na wycieczkę. Wsiedliśmy do ich samochodu i początkowo jechaliśmy w ciszy. Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłabym im powiedzieć.

READ  24 programy telewizyjne do obejrzenia tej zimy

Pierwszym miejscem, które odwiedzamy jest stary cmentarz żydowski. Teraz to tylko sprzątanie, bo naziści wykorzystali nagrobki do budowy dróg, ale Rafał wyjaśnił, że kilka lat temu zebrał się z kilkoma innymi ochotnikami, żeby je posprzątać. Przywrócili stare macewy Znaleźli go i kiedy moja mama była tu na początku tego roku, przyniosła tablicę upamiętniającą pochowanych tam osób. Rafał umieścił go przy wejściu.

Kiedy spacerowaliśmy po wiosce, Raval i moja babcia rozmawiali ze mną w innym języku. A mimo to w jakiś sposób uzupełniają swoje zdania, jakby widzieli ten sam film i znali tych samych bohaterów. Za każdym razem, gdy ktoś zaczynał opowiadanie, a ja zaczynałem tłumaczenie, ten drugi przerywał mi na końcu. Rafał czasami używa nawet słów hebrajskich i jidysz. Minęliśmy lasy i stodoły, a on opowiedział nam o ludziach, którzy pomagali ukrywać tam swoich żydowskich sąsiadów. Zaczynam zadawać pytania. Juric i Rafał również poczuli się bardziej komfortowo. Pytają nas o Argentyńczyków i innych znanych nam byłych mieszkańców Sarnaki.

Naszym ostatnim przystankiem jest Raval House. To stuletnie gospodarstwo należące do jego dziadków. Wygląda dokładnie tak, jak w domach moich dziadków, zanim jeden został zbombardowany, a drugi zniszczony. W środku żona Rafała Monika i córka Olga czekają na tradycyjny polski lunch, który wygląda jak ze scenorysu. Talerz pełen serów i grzybów, które zbierali w lesie, tak jak robiła to moja babcia. Nieśmiało pytają nas, czy jesteśmy koszerni, a gdy odmawiamy, przynoszą z kuchni tradycyjne kiełbaski i dodają je do uczty. Siadamy, próbujemy (nieopisanie pysznego) jedzenia i zaczynamy rozmawiać.

To dziwne. Trudno z radością opowiadać o banałach życia Żydów w Sarnakach, nie uderzając się w głowę faktem, że takiego życia już nie ma. Że wielu Polaków nie zrobiło nic, albo coś gorszego. Każda historia, którą słyszę o tej wiosce, kończy się złamanym sercem. Jak mogę to wyjaśnić tym miłym ludziom, tak aby nie zabrzmiało to obraźliwie? Nasze więzi z nimi budowane są na niestabilnej równowadze. Bycie w Polsce jest właśnie tym wszystkim. Całe Sarnaki, cały kraj można przejść z sercem na gardle.

READ  Kobiety przygotowują się do zdobycia większej liczby Oscarów w dwóch głównych wyścigach

Ale obok mnie siedzi człowiek zaangażowany w ochronę historii rodzin takich jak moja w swoim mieście. Kiedy pytam Monikę, skąd ona i jej mąż znają tyle słów po hebrajsku, odkrywam, że jest przewodniczką i nauczycielką w Muzeum Historii Żydów w Warszawie. Rozmawiamy przez około dwie godziny o religii, jedzeniu i imigracji, a oni wszystko rozumieją. Opowiadają nam o Żydach obecnie mieszkających w Polsce i o tym, jak dzisiaj Polacy dowiadują się o Holokauście. Rozmawiamy o Argentynie i śmiejemy się z naszych problemów politycznych, bo to kolejna rzecz, która nas łączy. Żartujemy, opowiadamy zabawne historie, a moja babcia śmieje się z tego, co mówią, zanim zdążyłem to przetłumaczyć, a oni śmieją się z tego, co mówisz w języku, którego nigdy wcześniej nie słyszeli, aż do dzisiaj, i tak naprawdę nie wiemy, jak to zrobić , ale rozumiemy się. Oni próbują Argentyńczyk com.alfajores Próbujemy polskiego deseru zwanego… Ptasi Mlejczko. Kiedy musimy wyjść, żeby złapać pociąg, nie chcę. Rano nie ma śladu dyskomfortu. Ściskamy się na pożegnanie.

Zanim wyruszymy, Rafał i York proponują: wyjaśniają, że jest to weekend z okazji Dnia Zmarłych i tradycją jest zapalanie zniczy przy grobach. Wiedzą, że to nie jest tradycja żydowska, ale jeśli nam to nie przeszkadza, chcą zapalić znicz na cmentarzu, obok tablicy. Mówimy tak. Wszyscy wracamy na cmentarz, zapalamy znicz i zostajemy na chwilę.

Fotografia: Yael Krupnikov

Oczywiście w ogólnym ujęciu niczego to nie zmienia. To nie jest cały kraj. Nawet nie cała wioska. Tylko jedna rodzina. Jedna świeca. Ale w takim miejscu jak Sarnacki, gdzie moja rodzina spotkała się z najgorszym rodzajem antysemityzmu, coś takiego też mogłoby się wydarzyć. Mogło się zdarzyć coś takiego jak lunch, który właśnie zjedliśmy. Gdyby nasi dziadkowie zobaczyli, jak siedzimy przy tym stole i śmiejemy się z polskimi sąsiadami, pewnie by w to nie uwierzyli. Ale obecnie bardzo staram się wierzyć, że świat mógłby tak wyglądać, tak jak wszystko inne. Aby pewnego dnia nawet najciemniejsze historie mogły zakończyć się dialogiem, zrozumieniem i, ośmielę się to powiedzieć, pokojem. Tak, to niczego nie zmienia. Ale to coś zmienia we mnie.

READ  Demi Lovato podpisuje kontrakt z UTA