Czas e-biznesu

Wszystkie najświeższe informacje o Polsce z Czasu e Biznesu.

Przywracanie polskiej kolekcji sztuki o długiej historii

Przywracanie polskiej kolekcji sztuki o długiej historii

Skarb historii sztuki ukryty w Le Moyne College, małej szkole jezuickiej w Syracuse w stanie Nowy Jork, wisi w Bibliotece Noreen Reale Falcone, pośród brązowych popiersi duchownych i posągów Jezusa, to grupa gobelinów i obrazów po raz pierwszy pokazanych w Pawilonie Polskim przy ul. świat Galerii Nowojorskiej w 1939 roku.

Są w Le Moyne od 1958 roku, kiedy były docent i polski imigrant Stefan de Rob podarował je uczelni. Ale teraz ma wrócić do Polski, na wystawienie w nowym Muzeum Historii Polski w Warszawie.

Peter Obst, prezes Fundacji Poles in America, powiedział, że sprowadzenie grupy z powrotem do Polski trwało dziesięciolecia.

– O grupie wiem od dawna, bo to polska legenda – powiedział, używając określenia „polska diaspora w Ameryce”. Lokalne centrum kultury polskiej w gminie Obst ma wydruki obrazów wiszących na ścianach. „Kopie nie są zbliżone do oryginałów” – powiedział Obst. „Nawet 10 mil blisko.”

Polacy namawiali Le Moine do przywiezienia sztuki do domu od początku lat 90., kiedy to do Syrakuz przyjechała grupa, w skład której wchodził były polski przedstawiciel przy ONZ i obecny doradca prezydenta Andrzeja Dudy Bogosław Wined, by przedstawić swoją sprawę. Misja okazała się porażką, podobnie jak wiele kolejnych prób w kolejnych dekadach.

Inga Parnello, dyrektorka biblioteki w Le Moyne, powiedziała, że ​​uczelnia ceniła kolekcję – znaną jako Kolekcja De Ropp od nazwiska jej dobroczyńcy – i od wielu lat nie chciała jej porzucić.

„Nie zajmujemy się rozdawaniem naszych kolekcji dzieł sztuki” – powiedziała. „To był prezent”.

Obst powiedział, że chociaż uczelnia nigdy nie była wrogo nastawiona, pozostała uparcie przywiązana do biznesu.

„Lu Moine”, powiedział, „przez długi czas ludzie eksplodowali”. „Były tylko różne poglądy i pewne nieporozumienia, z którymi trzeba było się pogodzić”.

„W tej historii nie ma złych ludzi, może z wyjątkiem Hitlera i Stalina” – dodał.

Dopiero kilka lat temu perspektywa powrotu do domu zaczęła wyglądać, jakby mogła stać się rzeczywistością. W 2019 r. Obst i Deborah Majka, konsul honorowy RP w południowo-wschodniej Pensylwanii, spotkali się z dziekanem Wielebnym Josephem Marina SJ. (Ojciec Marina był p.o. prezydenta Le Moines od 2020 do 2021 r., a obecnie jest rektorem Uniwersytetu Scranton, stowarzyszonej instytucji jezuickiej).

Obst opisał to spotkanie z ojcem Mariną jako „przełomowy moment” w wieloletnim dążeniu do sprowadzenia grupy do domu. Po spotkaniu uczelnia była po raz pierwszy gotowa do rozstania się z dziełem sztuki, pod warunkiem, że miała bezpieczny dom i została pokazana publiczności.

READ  Zgadzamy się! Polska podpisuje umowę zakupu FA-50 z KAI

„Myślę, że udało mi się odwołać do jego jezuickiego poczucia sprawiedliwości społecznej i słuszności” — powiedział Obst. „Polacy odbudują swoje dziedzictwo. To mnie motywowało. Więc nawet jeśli zajęło to trochę czasu, myślę, że wysiłek był tego wart.”

Polskie Ministerstwo Kultury, od dawna zainteresowane repatriacją kolekcji, zwróciło się z zapytaniem, czy Le Moyne rozważy wysłanie jej do Warszawy, na wystawienie w powstającym Muzeum Historii Polski. Lu Muen zgodził się po kilku latach swingowania.

„Gdy tylko dowiedzieliśmy się, że poważnie budują nowe muzeum historii narodowej w Warszawie i tam właśnie zmierzają, poczuliśmy się trochę lepiej” – powiedział Barnello.

W środę do Syrakuz przybyła delegacja z Polski, aby podpisać formalną umowę z Le Moines i uczcić ich wzajemne uznanie dla sztuki. W skład delegacji weszli Piotr Gliński, Minister Kultury RP oraz Robert Kastro, Dyrektor Muzeum Historii Polski.

Dyrektor ds. komunikacji w Le Moyne, Joseph Della Posta, powiedział, że obie strony zgodziły się nie ujawniać żadnych szczegółów umowy finansowej związanej z repatriacją dzieł sztuki.

Dzieła będą podróżowały na wystawach czasowych po całej Polsce od jesieni 2023 roku, a na wystawie stałej w 2024 roku, kiedy otworzy się Muzeum Warszawy. Obrazy przedstawiają ważne sceny z historii Polski, podkreślając wkład tego kraju w demokrację w Europie.

Główny punkt skupienia w [Polish National History] Muzeum będzie historią demokracji i wolności w Polsce” – powiedział Castro – „Malarstwo Le Moinesa ma w ten sposób ogromne znaczenie”.

Grupa historyczno-historyczna

Kolekcja De Ropp składa się z siedmiu fresków o długości ponad dwóch metrów i czterech dużych dywanów. Wszystkie obrazy zostały wykonane wspólnie przez grupę 11 polskich artystów znanych jako Bractwo św. Łukasza. Arrasy wykonał Mieczysław Szymański, uczeń założyciela Bractwa Tadeusza Pruszkowskiego. Wszystko to miało na celu edukowanie międzynarodowej publiczności na Targach Światowych o miejscu Polski w rozwoju cywilizacji zachodniej. Niektóre z przedstawianych przez nich scen to ustanowienie pierwszego wezwania w Krakowie w 1430 r.; Konfederacja Warszawska 1573, która przyznała wolność wyznania w Rzeczypospolitej; Wojska polskie wypędziły Turków z Wiednia w 1683 roku.

Dzieło zdobiło centralną salę honorową Pawilonu Polskiego – integralną część galerii, która była niezbędna do ustanowienia odnowionej tożsamości narodowej Polski, od niedawna niezależnej od Cesarstwa Pruskiego i jeszcze niepodległej niemieckiej kontroli.

READ  Robinson: Świętujemy udany pierwszy rok zrównoważonego rozwoju

„Kiedy Polska odrodziła się po 1918 roku, przez ponad 100 lat ludzie nie wiedzieli, że mają własny kraj” – powiedział Obst. „Reprezentowanie się w tym pawilonie było dla nich bardzo ważne, ponieważ chodziło o podkreślenie ich tożsamości i świadomości narodowej”.

„Obrazy opowiadają o polskiej historii, ale są także częścią polskiej historii” – powiedział Castro.

Sztuka nie wróciła do swojej ojczyzny. We wrześniu 1939 roku, zaledwie kilka miesięcy po otwarciu pawilonu, hitlerowskie Niemcy najechały i zajęły Polskę. W kolejnych latach dzieło zostało sprzedane albo na spłatę długów, albo przejęte przez instytucje kultury. Wiele dzieł sztuki trafiło do skrzydła Muzeum Polsko-Amerykańskiego w Chicago; Inni udali się do placówek dyplomatycznych, jak ambasada RP w Waszyngtonie, a pomnik króla Władysława Jagiełły, który dowodził Targami Światowymi, stanął w Central Parku w Nowym Jorku, gdzie stoi do dziś.

Jak więc te obrazy z Bractwa Św. Łukasza trafiły do ​​małego kolegium jezuickiego na północy stanu Nowy Jork?

Wycieczka do Le Moines

Stefan de Rob, komisarz polskiego pawilonu, po Światowych Targach w 1939 roku znalazł się w dwóch tarapatach.

Inwazja niemiecka, która nastąpiła zaledwie kilka miesięcy po otwarciu galerii, pozostawiła de Robba i jego rodzinę, a także sztukę, w Ameryce. Po obcięciu polskich rachunków wydatków na wystawę, De Ropp spłacił swoje długi, sprzedając wiele eksponatów na wystawie po zakończeniu wystawy.

Po zakończeniu wojny Polska stała się częścią Związku Radzieckiego, a de Rob już nie. Obst powiedział, że de Robb próbował zwrócić obrazy, ale nowy rząd sowiecki nie był zainteresowany sztuką z tak rażącym nacjonalistycznym i religijnym podtekstem.

„Obrazy dzielą los wielu Polaków, którzy musieli emigrować z powodu wojny, a potem nie mogli wrócić z powodu komunistycznej dyktatury” – powiedział Castro. „Wreszcie dzisiaj, kiedy Polska jest krajem wolnym, demokratycznym i niepodległym, mogą do Polski wrócić – i tak jest z historią obrazów.”

W latach pięćdziesiątych De Ropp, zagubiony i zbankrutowany, znalazł pracę w Le Moyne College jako wykładowca rosyjskiego w niepełnym wymiarze godzin. Do tego czasu albo sprzedał, albo podarował prawie wszystkie dzieła z Galerii Uniwersalnej, ale trzymał się dzieł Bractwa Św. Łukasza, głównego elementu galerii. W 1958 przekazał go swojemu pracodawcy do wystawienia w bibliotece uniwersyteckiej.

Powiedział: „Umieśćmy to tutaj, w tym katolickim college’u – jest w nim dużo katolickiej historii [the paintings]powiedział Barnello. „Był ogromny! Trudno go było przechowywać.”

READ  Polska: Badanie pokazuje stosunkowo wysoką akceptację społeczną dla pracowników migrujących

„[De Ropp] Chciał zatrzymać obrazy, ale nie mógł ich przechować… Mężczyzna stał twarzą do ściany” – powiedział Obst – „Niektórzy ludzie oskarżali go o zabranie ich bez pozwolenia, ale myślę, że zrobił, co mógł”.

Przez pierwsze dwie dekady istnienia w Le Moines kolekcja wisiała w małej starej bibliotece, odkryta i wyeksponowana. Były w złym stanie do 1983 roku, kiedy ówczesny prezydent wydziału Frank Haig odrestaurował je i przeniósł do nowo wybudowanej biblioteki, mówi Barnello.

Było zakurzone i suche. „Dzieci narysowały wąsy na postaciach na obrazach” – powiedziała. „Nie było na nim szkła. Można było do nich dotrzeć w starej bibliotece.”

Po przywróceniu kolekcji Parnello zaczął dostrzegać zainteresowanie sztuką w lokalnych, polsko-amerykańskich klubach dziedzictwa. Ale w większości prace znajdowały się po prostu w bibliotece uniwersyteckiej – duże i piękne, jak powiedziała, ale poza zasięgiem wzroku publicznego.

„W ostatnich latach próbowaliśmy promować programy i programy” – powiedział Barnello. „Ale nie było dla nich dużej publiczności”.

Słodko-gorzkie rozstanie

Dla Barnello, który od 1982 roku pracuje w Bibliotece Le Moyne College, zerwanie z kolekcją De Ropp jest słodko-gorzkie. W czerwcu planuje przejść na emeryturę i ma nadzieję, że zniknie, zanim obrazy zostaną usunięte.

„Rozumiem, że to słuszne”, powiedziała, „ale będę tęsknić za moimi przyjaciółmi”. „Cieszę się, że w ciągu ostatnich 30 lat mogłem pomóc je promować na kilka sposobów. To była naprawdę moja przyjemność.”

Plany Parnello na emeryturę obejmują wreszcie wizytę w Polsce, kraju, który zyskała głębokie uznanie przez dziesięciolecia, które spędziła na opiece i badaniu grupy De Ropp. I nie liczy się, że pewnego dnia odwiedzi starych przyjaciół w ich nowym domu po drugiej stronie Atlantyku.

Najprawdopodobniej nie odnajdzie się w tej sztuce osamotniona. Po raz pierwszy od Wystawy Światowej w 1939 roku obrazy i tkaniny zostaną wystawione na pokaz publiczny – a w kraju, w którym powstały, celebruje się ich historię.

„To byłaby wielka sprawa w Polsce” – powiedział Obst. „Moim osobistym odczuciem jest to, że w ciągu pierwszych kilku tygodni [of their exhibition]zobaczy je więcej ludzi niż przez te trzydzieści lat, które wiszą w bibliotece”.